Patrzyła bezradnie, jak Aomine Daiki staje bezruchu na środku boiska, z raminami luźno opuszczonymi po bokach ciała. Był lekko zgarbiony, głowę spuścił nisko. W pewnym momencie zacisnął dłonie w piąści i zmarszył brwi. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie zasmakował goryczy porażki. Jakby przegrał najważniejszy mecz w swoich życiu. A przecież wynik meczu jasno wskazywał, że drużyna przeciwników została właśnie przez niego zmiażdżona. Do końca rozgrywki pozostało tylko trzydzieści sekund, a przewaga w punktach była przytłaczająca. Dlaczego więc Aomine wyglądał tak nieszczęśliwie?
Zagryzła mocno wargi, czując jak serce trzepoce w jej klatce piersiowej, jakby naraz miało zbyt mało miejsca w jej drobnym ciele, jakby chciało gorączkowo wyrwać się na wolność, niczym ptak uwięziony w klatce.
To boli, pomyślała z rozpaczą. Czuła jak łzy kłują ją w oczy, więc zacisnęła powieki, odmawiając ich uwolnienia. Patrzenie jak ktoś ci bliski pogrąża się coraz bardziej w depresji, było bolesne. Bardzo bolesne. Choć jeszcze nie tak dawno poprzysięgła w duchu, że nie pozwoli mu oddać się w objęcia ciemności, teraz czuła się bezradnie, jak mało dziecko, które niezdolne było stawić czoła problemom dorosłym. Starała się ze wszystkich sił; mimo bólu, zawsze gratulowała Daiki'emu wygranego meczu z promiennym uśmiechem; pocieszała go i wspierała, kiedy dopadały go wątpliwości i smutek; wybierała mu - nie, im - tak trudnych przeciwników, jak tylko mogła, by choć przez chwilę byli w stanie stanowić wyzwanie dla Pokolenia Cudów.
A mimo to, nic nie dawało oczekiwanego efektu.
Aomine Daiki oddalał się od niej coraz bardziej, i wiedziała, że to tylko kweistia czasau, aż znajdzie się poza jej zasięgiem.
Co zrobić? Co powinnam zrobić? Co mogę zrobić?
Naraz poczuła czująś dłoń na swoim drżązym ramieniu. Do tej pory nawet nie była świadoma, że drży, z trudem powstrzymując płacz. Ciężar tej dłoni wydawał się znajomy i pocieszający.
Odwróciła się zwolna, uchylając powieki. Tłumione łzy wreszcie znalazły ujście, teraz swobodnie spływając po jej zarumienionych policzkach.
- Tetsu - wyszeptała, przez ściśnięte gardło. Stał przed nią, ubrany w swój zwykły strój treningowy. Kórtkę reprezentanta przewiesił przez pasek sportowej torby, odmawiając jej ubrania. Nie brał udziału w dzisiejszym meczu. Jego twarz pozostała kamienną maską, a błękitne oczy patrzyły przed siebie mroźno. Ale ona znała go lepiej, wiedziała, że się o nią troszczy.
- Moimoi-san, wszystko w porządku? - Zapytał. Ten melodyjny głos, niezdradzający żadnych emocji, dziś wydawał jej się dziwnie cichy i delikatny, jakby Tetsu rozmawiał ze zranionym, spłoszonym zwierzęciem. Prawdopodobnie, mimo swojej pokrerowej miny, był zakłopotany, nie wiedząc jak zareagować na dziewczęce łzy. Gdyby nie żal ściskający jej serce, Moimoi zapewnie zachichotałaby na tę myśl.
- Nic nie jest w porządku - powiedziała po chwili, ieco się uspokajając. Nie płakała już, ale szkoda została wyrządzona. Jej duże oczy były teraz zaczerwienione, a makijaż rozmazany - był to efekt dość dramatyczny i dziewczyna mogła być tylko wdzięczna, że mecz się już skończył i nikt nie zobaczy jej w takim stanie. Nikt prócz Tetsu.
Nagle poczuła się zawstydzona i ukryła twarz w ramieniu niewiele wyższego od niej chłopaka. Nie chciała, by patrzał na nią w tej chwili. Te przenikiwe spojrzenie było zbyt niewygodne.
Tetsu nie pytał o nic więcej, nie starał się jej także pocieszyć. Zdawał się czuć niezręcznie, przez bliskość ich ciał, ale nie odepchnął jej. Była mu za to niewysłownienie wdzięczna.
Stali tak jeszcze chwilę, milcząc. Nad nimi, niczym burzowe chmury, zawisły ciche obawy, oraz niezadane pytania i niwypowiedziane odpowiedzi - te, których żadne z nich niechciało poznać. kiziamine
Patrzyła bezradnie, jak Aomine Daiki staje bezruchu na środku boiska, z raminami luźno opuszczonymi po bokach ciała. Był lekko zgarbiony, głowę spuścił nisko. W pewnym momencie zacisnął dłonie w piąści i zmarszył brwi. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie zasmakował goryczy porażki. Jakby przegrał najważniejszy mecz w swoich życiu. A przecież wynik meczu jasno wskazywał, że drużyna przeciwników została właśnie przez niego zmiażdżona. Do końca rozgrywki pozostało tylko trzydzieści sekund, a przewaga w punktach była przytłaczająca. Dlaczego więc Aomine wyglądał tak nieszczęśliwie?
Zagryzła mocno wargi, czując jak serce trzepoce w jej klatce piersiowej, jakby naraz miało zbyt mało miejsca w jej drobnym ciele, jakby chciało gorączkowo wyrwać się na wolność, niczym ptak uwięziony w klatce.
To boli, pomyślała z rozpaczą. Czuła jak łzy kłują ją w oczy, więc zacisnęła powieki, odmawiając ich uwolnienia. Patrzenie jak ktoś ci bliski pogrąża się coraz bardziej w depresji, było bolesne. Bardzo bolesne. Choć jeszcze nie tak dawno poprzysięgła w duchu, że nie pozwoli mu oddać się w objęcia ciemności, teraz czuła się bezradnie, jak mało dziecko, które niezdolne było stawić czoła problemom dorosłym. Starała się ze wszystkich sił; mimo bólu, zawsze gratulowała Daiki'emu wygranego meczu z promiennym uśmiechem; pocieszała go i wspierała, kiedy dopadały go wątpliwości i smutek; wybierała mu - nie, im - tak trudnych przeciwników, jak tylko mogła, by choć przez chwilę byli w stanie stanowić wyzwanie dla Pokolenia Cudów.
A mimo to, nic nie dawało oczekiwanego efektu.
Aomine Daiki oddalał się od niej coraz bardziej, i wiedziała, że to tylko kweistia czasau, aż znajdzie się poza jej zasięgiem.
Co zrobić? Co powinnam zrobić? Co mogę zrobić?
Naraz poczuła czująś dłoń na swoim drżązym ramieniu. Do tej pory nawet nie była świadoma, że drży, z trudem powstrzymując płacz. Ciężar tej dłoni wydawał się znajomy i pocieszający.
Odwróciła się zwolna, uchylając powieki. Tłumione łzy wreszcie znalazły ujście, teraz swobodnie spływając po jej zarumienionych policzkach.
- Tetsu - wyszeptała, przez ściśnięte gardło. Stał przed nią, ubrany w swój zwykły strój treningowy. Kórtkę reprezentanta przewiesił przez pasek sportowej torby, odmawiając jej ubrania. Nie brał udziału w dzisiejszym meczu. Jego twarz pozostała kamienną maską, a błękitne oczy patrzyły przed siebie mroźno. Ale ona znała go lepiej, wiedziała, że się o nią troszczy.
- Moimoi-san, wszystko w porządku? - Zapytał. Ten melodyjny głos, niezdradzający żadnych emocji, dziś wydawał jej się dziwnie cichy i delikatny, jakby Tetsu rozmawiał ze zranionym, spłoszonym zwierzęciem. Prawdopodobnie, mimo swojej pokrerowej miny, był zakłopotany, nie wiedząc jak zareagować na dziewczęce łzy. Gdyby nie żal ściskający jej serce, Moimoi zapewnie zachichotałaby na tę myśl.
- Nic nie jest w porządku - powiedziała po chwili, ieco się uspokajając. Nie płakała już, ale szkoda została wyrządzona. Jej duże oczy były teraz zaczerwienione, a makijaż rozmazany - był to efekt dość dramatyczny i dziewczyna mogła być tylko wdzięczna, że mecz się już skończył i nikt nie zobaczy jej w takim stanie. Nikt prócz Tetsu.
Nagle poczuła się zawstydzona i ukryła twarz w ramieniu niewiele wyższego od niej chłopaka. Nie chciała, by patrzał na nią w tej chwili. Te przenikiwe spojrzenie było zbyt niewygodne.
Tetsu nie pytał o nic więcej, nie starał się jej także pocieszyć. Zdawał się czuć niezręcznie, przez bliskość ich ciał, ale nie odepchnął jej. Była mu za to niewysłownienie wdzięczna.
Stali tak jeszcze chwilę, milcząc. Nad nimi, niczym burzowe chmury, zawisły ciche obawy, oraz niezadane pytania i niwypowiedziane odpowiedzi - te, których żadne z nich niechciało poznać. kiziamine
Patrzyła bezradnie, jak Aomine Daiki staje bezruchu na środku boiska, z raminami luźno opuszczonymi po bokach ciała. Był lekko zgarbiony, głowę spuścił nisko. W pewnym momencie zacisnął dłonie w piąści i zmarszył brwi. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie zasmakował goryczy porażki. Jakby przegrał najważniejszy mecz w swoich życiu. A przecież wynik meczu jasno wskazywał, że drużyna przeciwników została właśnie przez niego zmiażdżona. Do końca rozgrywki pozostało tylko trzydzieści sekund, a przewaga w punktach była przytłaczająca. Dlaczego więc Aomine wyglądał tak nieszczęśliwie?
Zagryzła mocno wargi, czując jak serce trzepoce w jej klatce piersiowej, jakby naraz miało zbyt mało miejsca w jej drobnym ciele, jakby chciało gorączkowo wyrwać się na wolność, niczym ptak uwięziony w klatce.
To boli, pomyślała z rozpaczą. Czuła jak łzy kłują ją w oczy, więc zacisnęła powieki, odmawiając ich uwolnienia. Patrzenie jak ktoś ci bliski pogrąża się coraz bardziej w depresji, było bolesne. Bardzo bolesne. Choć jeszcze nie tak dawno poprzysięgła w duchu, że nie pozwoli mu oddać się w objęcia ciemności, teraz czuła się bezradnie, jak mało dziecko, które niezdolne było stawić czoła problemom dorosłym. Starała się ze wszystkich sił; mimo bólu, zawsze gratulowała Daiki'emu wygranego meczu z promiennym uśmiechem; pocieszała go i wspierała, kiedy dopadały go wątpliwości i smutek; wybierała mu - nie, im - tak trudnych przeciwników, jak tylko mogła, by choć przez chwilę byli w stanie stanowić wyzwanie dla Pokolenia Cudów.
A mimo to, nic nie dawało oczekiwanego efektu.
Aomine Daiki oddalał się od niej coraz bardziej, i wiedziała, że to tylko kweistia czasau, aż znajdzie się poza jej zasięgiem.
Co zrobić? Co powinnam zrobić? Co mogę zrobić?
Naraz poczuła czująś dłoń na swoim drżązym ramieniu. Do tej pory nawet nie była świadoma, że drży, z trudem powstrzymując płacz. Ciężar tej dłoni wydawał się znajomy i pocieszający.
Odwróciła się zwolna, uchylając powieki. Tłumione łzy wreszcie znalazły ujście, teraz swobodnie spływając po jej zarumienionych policzkach.
- Tetsu - wyszeptała, przez ściśnięte gardło. Stał przed nią, ubrany w swój zwykły strój treningowy. Kórtkę reprezentanta przewiesił przez pasek sportowej torby, odmawiając jej ubrania. Nie brał udziału w dzisiejszym meczu. Jego twarz pozostała kamienną maską, a błękitne oczy patrzyły przed siebie mroźno. Ale ona znała go lepiej, wiedziała, że się o nią troszczy.
- Moimoi-san, wszystko w porządku? - Zapytał. Ten melodyjny głos, niezdradzający żadnych emocji, dziś wydawał jej się dziwnie cichy i delikatny, jakby Tetsu rozmawiał ze zranionym, spłoszonym zwierzęciem. Prawdopodobnie, mimo swojej pokrerowej miny, był zakłopotany, nie wiedząc jak zareagować na dziewczęce łzy. Gdyby nie żal ściskający jej serce, Moimoi zapewnie zachichotałaby na tę myśl.
- Nic nie jest w porządku - powiedziała po chwili, ieco się uspokajając. Nie płakała już, ale szkoda została wyrządzona. Jej duże oczy były teraz zaczerwienione, a makijaż rozmazany - był to efekt dość dramatyczny i dziewczyna mogła być tylko wdzięczna, że mecz się już skończył i nikt nie zobaczy jej w takim stanie. Nikt prócz Tetsu.
Nagle poczuła się zawstydzona i ukryła twarz w ramieniu niewiele wyższego od niej chłopaka. Nie chciała, by patrzał na nią w tej chwili. Te przenikiwe spojrzenie było zbyt niewygodne.
Tetsu nie pytał o nic więcej, nie starał się jej także pocieszyć. Zdawał się czuć niezręcznie, przez bliskość ich ciał, ale nie odepchnął jej. Była mu za to niewysłownienie wdzięczna.
Stali tak jeszcze chwilę, milcząc. Nad nimi, niczym burzowe chmury, zawisły ciche obawy, oraz niezadane pytania i niwypowiedziane odpowiedzi - te, których żadne z nich niechciało poznać.
Zagryzła mocno wargi, czując jak serce trzepoce w jej klatce piersiowej, jakby naraz miało zbyt mało miejsca w jej drobnym ciele, jakby chciało gorączkowo wyrwać się na wolność, niczym ptak uwięziony w klatce.
To boli, pomyślała z rozpaczą. Czuła jak łzy kłują ją w oczy, więc zacisnęła powieki, odmawiając ich uwolnienia. Patrzenie jak ktoś ci bliski pogrąża się coraz bardziej w depresji, było bolesne. Bardzo bolesne. Choć jeszcze nie tak dawno poprzysięgła w duchu, że nie pozwoli mu oddać się w objęcia ciemności, teraz czuła się bezradnie, jak mało dziecko, które niezdolne było stawić czoła problemom dorosłym. Starała się ze wszystkich sił; mimo bólu, zawsze gratulowała Daiki'emu wygranego meczu z promiennym uśmiechem; pocieszała go i wspierała, kiedy dopadały go wątpliwości i smutek; wybierała mu - nie, im - tak trudnych przeciwników, jak tylko mogła, by choć przez chwilę byli w stanie stanowić wyzwanie dla Pokolenia Cudów.
A mimo to, nic nie dawało oczekiwanego efektu.
Aomine Daiki oddalał się od niej coraz bardziej, i wiedziała, że to tylko kweistia czasau, aż znajdzie się poza jej zasięgiem.
Co zrobić? Co powinnam zrobić? Co mogę zrobić?
Naraz poczuła czująś dłoń na swoim drżązym ramieniu. Do tej pory nawet nie była świadoma, że drży, z trudem powstrzymując płacz. Ciężar tej dłoni wydawał się znajomy i pocieszający.
Odwróciła się zwolna, uchylając powieki. Tłumione łzy wreszcie znalazły ujście, teraz swobodnie spływając po jej zarumienionych policzkach.
- Tetsu - wyszeptała, przez ściśnięte gardło. Stał przed nią, ubrany w swój zwykły strój treningowy. Kórtkę reprezentanta przewiesił przez pasek sportowej torby, odmawiając jej ubrania. Nie brał udziału w dzisiejszym meczu. Jego twarz pozostała kamienną maską, a błękitne oczy patrzyły przed siebie mroźno. Ale ona znała go lepiej, wiedziała, że się o nią troszczy.
- Moimoi-san, wszystko w porządku? - Zapytał. Ten melodyjny głos, niezdradzający żadnych emocji, dziś wydawał jej się dziwnie cichy i delikatny, jakby Tetsu rozmawiał ze zranionym, spłoszonym zwierzęciem. Prawdopodobnie, mimo swojej pokrerowej miny, był zakłopotany, nie wiedząc jak zareagować na dziewczęce łzy. Gdyby nie żal ściskający jej serce, Moimoi zapewnie zachichotałaby na tę myśl.
- Nic nie jest w porządku - powiedziała po chwili, ieco się uspokajając. Nie płakała już, ale szkoda została wyrządzona. Jej duże oczy były teraz zaczerwienione, a makijaż rozmazany - był to efekt dość dramatyczny i dziewczyna mogła być tylko wdzięczna, że mecz się już skończył i nikt nie zobaczy jej w takim stanie. Nikt prócz Tetsu.
Nagle poczuła się zawstydzona i ukryła twarz w ramieniu niewiele wyższego od niej chłopaka. Nie chciała, by patrzał na nią w tej chwili. Te przenikiwe spojrzenie było zbyt niewygodne.
Tetsu nie pytał o nic więcej, nie starał się jej także pocieszyć. Zdawał się czuć niezręcznie, przez bliskość ich ciał, ale nie odepchnął jej. Była mu za to niewysłownienie wdzięczna.
Stali tak jeszcze chwilę, milcząc. Nad nimi, niczym burzowe chmury, zawisły ciche obawy, oraz niezadane pytania i niwypowiedziane odpowiedzi - te, których żadne z nich niechciało poznać. kiziamine
Patrzyła bezradnie, jak Aomine Daiki staje bezruchu na środku boiska, z raminami luźno opuszczonymi po bokach ciała. Był lekko zgarbiony, głowę spuścił nisko. W pewnym momencie zacisnął dłonie w piąści i zmarszył brwi. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie zasmakował goryczy porażki. Jakby przegrał najważniejszy mecz w swoich życiu. A przecież wynik meczu jasno wskazywał, że drużyna przeciwników została właśnie przez niego zmiażdżona. Do końca rozgrywki pozostało tylko trzydzieści sekund, a przewaga w punktach była przytłaczająca. Dlaczego więc Aomine wyglądał tak nieszczęśliwie?
Zagryzła mocno wargi, czując jak serce trzepoce w jej klatce piersiowej, jakby naraz miało zbyt mało miejsca w jej drobnym ciele, jakby chciało gorączkowo wyrwać się na wolność, niczym ptak uwięziony w klatce.
To boli, pomyślała z rozpaczą. Czuła jak łzy kłują ją w oczy, więc zacisnęła powieki, odmawiając ich uwolnienia. Patrzenie jak ktoś ci bliski pogrąża się coraz bardziej w depresji, było bolesne. Bardzo bolesne. Choć jeszcze nie tak dawno poprzysięgła w duchu, że nie pozwoli mu oddać się w objęcia ciemności, teraz czuła się bezradnie, jak mało dziecko, które niezdolne było stawić czoła problemom dorosłym. Starała się ze wszystkich sił; mimo bólu, zawsze gratulowała Daiki'emu wygranego meczu z promiennym uśmiechem; pocieszała go i wspierała, kiedy dopadały go wątpliwości i smutek; wybierała mu - nie, im - tak trudnych przeciwników, jak tylko mogła, by choć przez chwilę byli w stanie stanowić wyzwanie dla Pokolenia Cudów.
A mimo to, nic nie dawało oczekiwanego efektu.
Aomine Daiki oddalał się od niej coraz bardziej, i wiedziała, że to tylko kweistia czasau, aż znajdzie się poza jej zasięgiem.
Co zrobić? Co powinnam zrobić? Co mogę zrobić?
Naraz poczuła czująś dłoń na swoim drżązym ramieniu. Do tej pory nawet nie była świadoma, że drży, z trudem powstrzymując płacz. Ciężar tej dłoni wydawał się znajomy i pocieszający.
Odwróciła się zwolna, uchylając powieki. Tłumione łzy wreszcie znalazły ujście, teraz swobodnie spływając po jej zarumienionych policzkach.
- Tetsu - wyszeptała, przez ściśnięte gardło. Stał przed nią, ubrany w swój zwykły strój treningowy. Kórtkę reprezentanta przewiesił przez pasek sportowej torby, odmawiając jej ubrania. Nie brał udziału w dzisiejszym meczu. Jego twarz pozostała kamienną maską, a błękitne oczy patrzyły przed siebie mroźno. Ale ona znała go lepiej, wiedziała, że się o nią troszczy.
- Moimoi-san, wszystko w porządku? - Zapytał. Ten melodyjny głos, niezdradzający żadnych emocji, dziś wydawał jej się dziwnie cichy i delikatny, jakby Tetsu rozmawiał ze zranionym, spłoszonym zwierzęciem. Prawdopodobnie, mimo swojej pokrerowej miny, był zakłopotany, nie wiedząc jak zareagować na dziewczęce łzy. Gdyby nie żal ściskający jej serce, Moimoi zapewnie zachichotałaby na tę myśl.
- Nic nie jest w porządku - powiedziała po chwili, ieco się uspokajając. Nie płakała już, ale szkoda została wyrządzona. Jej duże oczy były teraz zaczerwienione, a makijaż rozmazany - był to efekt dość dramatyczny i dziewczyna mogła być tylko wdzięczna, że mecz się już skończył i nikt nie zobaczy jej w takim stanie. Nikt prócz Tetsu.
Nagle poczuła się zawstydzona i ukryła twarz w ramieniu niewiele wyższego od niej chłopaka. Nie chciała, by patrzał na nią w tej chwili. Te przenikiwe spojrzenie było zbyt niewygodne.
Tetsu nie pytał o nic więcej, nie starał się jej także pocieszyć. Zdawał się czuć niezręcznie, przez bliskość ich ciał, ale nie odepchnął jej. Była mu za to niewysłownienie wdzięczna.
Stali tak jeszcze chwilę, milcząc. Nad nimi, niczym burzowe chmury, zawisły ciche obawy, oraz niezadane pytania i niwypowiedziane odpowiedzi - te, których żadne z nich niechciało poznać. kiziamine
Patrzyła bezradnie, jak Aomine Daiki staje bezruchu na środku boiska, z raminami luźno opuszczonymi po bokach ciała. Był lekko zgarbiony, głowę spuścił nisko. W pewnym momencie zacisnął dłonie w piąści i zmarszył brwi. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie zasmakował goryczy porażki. Jakby przegrał najważniejszy mecz w swoich życiu. A przecież wynik meczu jasno wskazywał, że drużyna przeciwników została właśnie przez niego zmiażdżona. Do końca rozgrywki pozostało tylko trzydzieści sekund, a przewaga w punktach była przytłaczająca. Dlaczego więc Aomine wyglądał tak nieszczęśliwie?
Zagryzła mocno wargi, czując jak serce trzepoce w jej klatce piersiowej, jakby naraz miało zbyt mało miejsca w jej drobnym ciele, jakby chciało gorączkowo wyrwać się na wolność, niczym ptak uwięziony w klatce.
To boli, pomyślała z rozpaczą. Czuła jak łzy kłują ją w oczy, więc zacisnęła powieki, odmawiając ich uwolnienia. Patrzenie jak ktoś ci bliski pogrąża się coraz bardziej w depresji, było bolesne. Bardzo bolesne. Choć jeszcze nie tak dawno poprzysięgła w duchu, że nie pozwoli mu oddać się w objęcia ciemności, teraz czuła się bezradnie, jak mało dziecko, które niezdolne było stawić czoła problemom dorosłym. Starała się ze wszystkich sił; mimo bólu, zawsze gratulowała Daiki'emu wygranego meczu z promiennym uśmiechem; pocieszała go i wspierała, kiedy dopadały go wątpliwości i smutek; wybierała mu - nie, im - tak trudnych przeciwników, jak tylko mogła, by choć przez chwilę byli w stanie stanowić wyzwanie dla Pokolenia Cudów.
A mimo to, nic nie dawało oczekiwanego efektu.
Aomine Daiki oddalał się od niej coraz bardziej, i wiedziała, że to tylko kweistia czasau, aż znajdzie się poza jej zasięgiem.
Co zrobić? Co powinnam zrobić? Co mogę zrobić?
Naraz poczuła czująś dłoń na swoim drżązym ramieniu. Do tej pory nawet nie była świadoma, że drży, z trudem powstrzymując płacz. Ciężar tej dłoni wydawał się znajomy i pocieszający.
Odwróciła się zwolna, uchylając powieki. Tłumione łzy wreszcie znalazły ujście, teraz swobodnie spływając po jej zarumienionych policzkach.
- Tetsu - wyszeptała, przez ściśnięte gardło. Stał przed nią, ubrany w swój zwykły strój treningowy. Kórtkę reprezentanta przewiesił przez pasek sportowej torby, odmawiając jej ubrania. Nie brał udziału w dzisiejszym meczu. Jego twarz pozostała kamienną maską, a błękitne oczy patrzyły przed siebie mroźno. Ale ona znała go lepiej, wiedziała, że się o nią troszczy.
- Moimoi-san, wszystko w porządku? - Zapytał. Ten melodyjny głos, niezdradzający żadnych emocji, dziś wydawał jej się dziwnie cichy i delikatny, jakby Tetsu rozmawiał ze zranionym, spłoszonym zwierzęciem. Prawdopodobnie, mimo swojej pokrerowej miny, był zakłopotany, nie wiedząc jak zareagować na dziewczęce łzy. Gdyby nie żal ściskający jej serce, Moimoi zapewnie zachichotałaby na tę myśl.
- Nic nie jest w porządku - powiedziała po chwili, ieco się uspokajając. Nie płakała już, ale szkoda została wyrządzona. Jej duże oczy były teraz zaczerwienione, a makijaż rozmazany - był to efekt dość dramatyczny i dziewczyna mogła być tylko wdzięczna, że mecz się już skończył i nikt nie zobaczy jej w takim stanie. Nikt prócz Tetsu.
Nagle poczuła się zawstydzona i ukryła twarz w ramieniu niewiele wyższego od niej chłopaka. Nie chciała, by patrzał na nią w tej chwili. Te przenikiwe spojrzenie było zbyt niewygodne.
Tetsu nie pytał o nic więcej, nie starał się jej także pocieszyć. Zdawał się czuć niezręcznie, przez bliskość ich ciał, ale nie odepchnął jej. Była mu za to niewysłownienie wdzięczna.
Stali tak jeszcze chwilę, milcząc. Nad nimi, niczym burzowe chmury, zawisły ciche obawy, oraz niezadane pytania i niwypowiedziane odpowiedzi - te, których żadne z nich niechciało poznać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz